Czym jest miłość? Miłość to pewne uczucie.. taki stan.. stan pełen szczęścia, czułości.. ale to też stan smutku i cierpienia... dla mnie miłość miała to drugie znaczenie.. dla mnie to był stan, którego nigdy nie chciałam doznać. Każdy marzy o tej jednej jedynej miłości.. pełnej uczucia, pożądania i czułości.. otóż ja nie. Dla mnie życie mogłoby być takie jakie było zanim nieszczęśliwie się zakochałam...
Tak zakochałam się.. to była prawdziwa miłość.. ale nie taka jaką sobie wymarzyłam.. była to uczucie nieodwzajemnione.. jak teraz tak na to patrzę to było głupie.. ta miłość była skierowana do pewnego popularnego chłopaka ~ Louisa z 1D. Tak wiem.. to bożyszcze nastolatek.. ma pełno fanek i adoratorek ładniejszych ode mnie.. niestety choć nigdy go nie widziałam to zakochałam się w nim bezgranicznie...
Ludzie mówili "przecież on jest sławny", "nigdy cie nie widział", "nie zna cię.. jak możesz kochać kogoś kto cię nie zna?" nigdy nie przejmowałam się tymi czy innymi tekstami i docinkami z zewnątrz... Dla mnie liczyło się to, że kochałam tego chłopaka...
***
Przechadzałam się parkiem... myślałam o swoim życiu.. w sumie jak co dzień... nie wiedziałam co zrobić ze swoim zmasakrowanym przez to wstrętne uczucie życiem.
Po 2 godz. wróciłam do domu... jak zwykle w wejściu przywitała mnie mocnym uściskiem mama... jak zwykle spytała jak się czuję itd. ona wiedziała co mi jest... nie miałam przyjaciółek ani nawet koleżanek, zwierzałam się tylko mojej rodzicielce.. jej ufałam..ona była moją trochę słabą ale jedyną podporą w tym jakże trudnym i ciężkim życiu.
***
Mijały tygodnie, miesiące... ja nadal nie wyszłam z tego okropnego stanu.. coraz bardziej zamykałam się w sobie... nie dawałam już sobie rady, moja mama też... dowiedziałam się, że rodzicielka umówiła mnie na spotkanie z psychologiem.. psychiatrą czy jakoś tak... chyba nie chciała żebym aż tak cierpiała... chciała żebym zaczęła znów normalnie funkcjonować... ja choć niechętnie postanowiłam spotkać się ze specjalistą.
***
Szłam właśnie z kolejnego spotkania w głowie miałam zupełną pustkę... raz po raz przedzierały się myśli i wizję Louisa... w pewnym momencie zatrzymałam się na moście, pod którym płynęła spokojna rzeka... stanęłam na barierce poczułam ten delikatny wietrzyk na moim policzku... nic się juz nie liczyło... to moja ostateczna decyzja... tak.. nie mam już po co dalej tego ciągnąć..
Spojrzałam w niebo... było bezchmurne, czyste jak łza, która właśnie popłynęła po moim policzku.. w ostatniej chwili pomyślałam jeszcze o Lou.. o tym słodkich chłopaku, którego darzę ogromnym uczuciem jakim jest miłość... "KOCHAM CIĘ LOUIS!" powiedziałam po czym puściłam barierkę.. grawitacja z wielką prędkością ciągnęła mnie w dół... poczułam lekki ból a później już tylko ukojenie, wiedziałam, że w ten sposób mogę nad nim czuwać, ze mogę się nim opiekować, że mogę go po prostu kochać.
KONIEC!
*******************************************************
No i macie..! :D Wiem jest taki jakiś inny + trochę mało tu Lou ale jakoś tak mnie natchnęło na napisanie właśnie takiego czegoś.. ;) Mam szczerą nadzieję, że się podoba.. + liczę na komy.. dajecie.. nie muszą byc wcale pozytywne.. jak macie jakieś uwagi piszcie.. :D Lubię konstruktywną krytykę.. ;**~Zakręcona


Piękne :')
OdpowiedzUsuńSiema ziooom .;33
OdpowiedzUsuńFajnie piszesz wiesz?
dawaj dalej ;d
Przepiękny ! *o*
OdpowiedzUsuńPo prosty się popłakałam ♥
Zajebisty imagin ;3 i przy okazji o moim mężu ;D <3
OdpowiedzUsuńJejciu, cudny ten imagin. *o* ♥
OdpowiedzUsuńzapraszam: http://one-heart-or-onedirection.blogspot.com/
mam nadzieję że wpadniesz i skomentujesz i zostaniesz ze mną już do końca opowiadania. :*
Oooo... Kocham ten imagin <33
OdpowiedzUsuńJest cudowny. Smutny...
Prawie się popłakałam :'(
♥